Strona główna

Jeśli tak jak ja interesujesz się literaturą dawną to z pewnością przyklaśniesz moim staraniom aby, przynajmniej niektóre, zapomniane dzieła przywrócić do życia. Na moim blogu będę zamieszczać niewielkie fragmenty dzieł, książek, opracowań, które pomimo tego, że zostały stworzone ponad sto lat temu nadal mogą inspirować oraz pobudzać emocjonalnie.

Przykładem niech będzie fragment pamiętnika Emanuela Dartha. Miłej lektury :)

“Rychło też trzeba zrzec się dążeń w tym kierunku i poprzestać na tern, co daje miasto każdemu przez swoje nastroje. Pod namiotem pochmurnego nieba, wśród chłodu, który wieje od Newy i od morza, obok olbrzymich pałaców i zdumiewających ogromem cerkwi), jak słynny Izaak ze swojemi kolumnami granitowymi, po placach obszernych, po ulicach długich i szerokich przechodzi się tutaj z uczuciem przygnębienia, bez wzruszeń estetycznych, bez jakiegokolwiek zapału do rzeczy oglądanych. Wszędzie ta sama rezygnacja, co i w twarzach ludzkich, ten sam chłód i obojętność. Nawet w przybytkach sztuki, w Ermitażu i w Muzeum cesarza Aleksandra III, gdzie bardzo obficie reprezentowane jest malarstwo rosyjskie — jest dziwnie zimno, nieswojo. Brak tu słońca, ciepła i duszy…

A jednak i w tych warunkach rozwinęło się ogromne, potężne, imponujące życie. Okno, wyrąbane do Europy, jest oknem naprawdę. Nie widać go tylko na ulicach Petersburga, nie widać mimo pozornej kultury tego miasta. Kto je chce zobaczyć, powinien wsiąść na statek i pojechać Newą do kanału morskiego, gdzie ujrzy setki okrętów handlowych rozmaitych flag, gdzie go uderzy gwar życia, zgrzyty łańcuchów, łoskot bloków w elewatorach, skrzyp lin i świst parowców, odwalających skiby szarej wody w swojej dalekiej drodze ku obcym krajom.

Tam — w porcie swoim — Petersburg jest miastem europejskim, wielkim nadmorskim miastem handlowym, które stanowił ogniwo w łańcuchu, oplatającym świat cały. Tu — wśród ulic i murów — jest tylko stolicą cesarstwa, siedzibą władz centralnych- gniazdem biurokracji i mrowiskiem cichych, milczących, ponurych, smutnych, bezindywidualnych, zrezygnowanych ludzi.

Tam — pracują: Anglik, Niemiec, Finlandczyk, Szwed, Łotysz, Estończyk…

Tu — żyje automatycznie, spokojnie, równo, bez wzruszeń i wrażeń — Rosjanin — baz względu na to, do jakiej warstwy należy — i inteligent, cierpiący na „chandrę”, i kupiec, zgarniający miliony.

Uciekam z Petersburga. Mam przed sobą dwa dni wolne i nie mogę opierać się pokusom zobaczenia

Decyzja, powzięta doraźnie, urzeczywistnia się szybko. Ruszani tak, jak stoję, z nad brzegu Newy, skąd mały parowiec za bagatelną opłatą podwozi mnie pod sani dworzec kolei Finlandzkiej. Ostry, zimny wiatr nie zachęca do podróży, ale niebo jest jasne i wróży pogodę. Wykupuję więc bilet z napisem Pietari-Wiipuri (Petersburg—Wyborg) i za chwilę siedzę w małym, schludnym wagonie.

nice vueRuch pasażerski! duży, bo kolej obsługuje cały szeregi  letnisk podmiejskich. Pociąg rusza. Mija smutne i puste pola, ogrody warzywne, i po upływie kilkunastu minut jest wśród rozpaczliwie cichej równiny, gdzie rosną tylko trawy błotne, a gdzie nie gdzie zaledwie wystrzeli kępa nikłych drzew. Przypomina mi się step, przez który niegdyś wędrowałem, niosąc swoją młodość w ofierze górnym ukochaniem i dalekim lotom w krainę przyszłości. Tam jednak było przynajmniej słońce. Tu wilgotny mrok owinął swoją mokrą chustą czarną tundrę i rozpostarł jakiś beznadziejny smutek nad ziemią. Myślę, że byłbym najnieszczęśliwszym człowiekiem, gdyby mi tu kazano mieszkać i tym powietrzem oddychać dłużej. Przykre wrażenie mija jednak szybko. Po lewej stronie planitu zaczyna się las. Wątły, drobny, suchotniczy las dalekiej Północy, podobny raczej do zagajnika polskiego, ale, bądź co bądź, zasłaniający swoją ciemną ścianą pustkę bezludnej okolicy. Wśród tego lasu zjawiają się coraz częściej domy i domki, nie odznaczające się niczym — skromne, proste, sklecone naprędce. To siedziby letnie mniej zamożnych rodzin z Petersburga. Za chwilę jednak znów pusto i smętnie. Jak okiem sięgnąć, nie widać nic — ani budynku, ani drzewa. Ogromna równina bezleśna ciągnie się w bezmiar, aż do samej granicy finlandzkiej. Tu teren zaczyna się stopniowo podnosić, krajobraz staje się od razu innym, weselszym. Zadrzewienie jest obfitsze i bardziej rozmaite. Obok pięknych świerków ukazują się smukłe sosny i brzozy, osypane delikatnym złotem więdnących liści. Efekty prawdziwie malarskie. Patnzę i zaczynam rozumieć światło na akademickich pejzażach Klevera.

Pociąg tymczasem zwalnia biegu i wjeżdża na stację T e r i o k i. Wagon opróżnia się prawie momentalnie. Fala publiczności rosyjskiej odpłynęła, znikając w drzwiach skromnego, drewnianego dworca. Natomiast do przedziału weszło kilku Szwedów w kurtach myśliwskich i długich butach. Tuż za nimi ukazuje się urzędnik celny, Finlandczyk, i uprzejmie pyta, „czy jest co do oclenia?” Oczywiście, poprzestaje na odpowiedzi przeczącej i nie patrzy nawet na pakunki, spoczywające na siatce.

Staję w otwartym oknie. Na stacji porządek wzorowy, czystość nadzwyczajna. Od razu wieje tu czymś innym. Świadomość, że to już ziemia, na której wolno jest każdemu być sobą, potęguje to wrażenie. Nie dziw też, że w latach przedrewolucyjnych często zjeżdżali tu przedstawiciele rozmaitych partii politycznych i w pięknych willach, wśród lasu, nad brzegiem morza, tęsknili do wolności obywatelskiej. Potem wybuchła rewolucja. Krwawy jej ślad pozostał i w Teriokach. Tu — od kuli morderczej – zginął z ręki skrytobójczej b. poseł do pierwszej Dumy, Hercensztejn.

Dzwonek. Kilka obrotów kół i jesteśmy poza obrębem stacji. Przechodzę do sąsiedniego wagonu 3-ej klasy. Bardzo tu czysto i bardzo wygodnie. W przejściu przez wagon spotykam rzecz bardzo jeszcze u nas rzadką: umywalnię i karafkę z wodą. Z takiej wygody podróżni 3-ej klasy rzadko gdzie korzystają. Tego nie widziałem nigdzie na Zachodzie. Czyżby to był pierwszy objaw kultury finlandzkiej V

Siadam na ławce obok jakiegoś wieśniaka o twarzy, która przypomina mi mocno jednego z trzech „Wilków morskich” Stanisława Lenca — i rozglądam się dookoła siebie.

nicevue(1)Widzę ludzi o poważnych, myślących obliczach. Ten czyta gazetę, ów wydobył z węzełka książkę i z widocznym zajęciem przewraca jej kartki. Jeszcze dalej nastoletnia dziewczynka studiuje gramatykę. Uczy się zadanej lekcji. Widocznie czasu tu nie tracą — nawet w podróży. Za sobą słyszę śmiech i wesołą rozmowę. Dwaj młodzi chłopcy opowiadają coś zabawnego pannie, która zanosi się od śmiechu. Czuć w tym życie, werwę i przyzwyczajenie do swobodnego, nieskrępowanego obcowania dwu płci. Żałuję, że nie rozumiem ani słowa, ale mam to przekonanie, że niema w tej rozmowie ani jednej nuty, która by wkraczała w dziedzinę flirtu, tak powszechnego u nas.

Przyglądam się baczniej pannie. Ma twarz rumianą grube rysy, zdrowe, białe zęby. Ubrana bardzo skrom nie. Szczególnie kapelusz — ta nieustanna troska naszych kobiet, inteligentnych i nieinteligentnych, zamożnych i mniej zamożnych, jest bardzo prosty i z pewnością bardzo tani. Zwyczajny kawałek filcu, zgrabnie podwinięty i ozdobiony pękiem piór jakiegoś ptaka. Mimo woli porównywam to z „ostatniemu) wyrazami mody paryskiej”, jakie widuję w oknach niektórych sklepów wystawowych w Warszawie. Przypominam sobie jednak, że jestem w wagonie 3-ej klasy, nie mam więc. oczywiście, pola do porównań i wniosków. Bądź co bądź jednak w kraju, gdzie kobiety zasiadają w Sejmie, z pewnością mniej jest piór strusich i kwietników na kapeluszach, niż gdzie indziej.”

Jeśli moje ideały są Tobie bliskie to na pewno zechcesz wesprzeć mnie w prowadzeniu tego bloga. Dlatego, też zachęcam Cię do odwiedzenia strony poświęconej pisaniu Curriculum Vitae gdzie znajdziesz bardzo, bardzo fajne wzory CV.